Wydobyć z drewna jego duszę

Wydobyć z drewna jego duszę

Sztuka sztuce nierówna, dlatego kiedy spotykamy coś niezwykłego, niepowtarzalnego, dostajemy dreszczyku emocji. Tak było w chwili poznania dokonań twórczych Zbigniewa Chalimoniuka z Białej Podlaskiej. Jego rzeźby w lipowym i osikowym drewnie robią na oglądających ogromne wrażenie.

Autor nie musi podpisywać swych dzieł, bo koneserzy poznają je po charakterystycznym stylu. Uczestnicy targów sztuki ludowej, organizowanych w różnych miejscach kraju, jak choćby w Bukowinie Tatrzańskiej, Toruniu, Krakowie, Lublinie, Kazimierzu Dolnym czy Węgorzewie, doskonale znają i cenią rzeźby pana Zbigniewa. – Może nie wszyscy chcą od razu je kupować, ale prawie każdy przechodzień zatrzymuje się przy moim stoisku i uważnie ogląda. Wielu próbuje mnie zagadywać – opowiada autor.

Rzeczywiście, wybór prezentowanych rzeźb jest ogromny. Chalimoniuk tworzy postaci charakterystyczne dla wyobrażeń dawnej podlaskiej wsi (grajków, siewców, woźniców, piwoszy, rybaków i diabłów), a także rzeźby i płaskorzeźby o charakterze sakralnym. Żadna z jego prac nie powstała na konkretne zamówienie. Wycina z drewna figurki pod wpływem wewnętrznego impulsu. W snycerkę (sztuka rzeźbienia w drewnie) bawi się ponad trzydzieści lat, gdyż sprawia mu to ogromną przyjemność.

Zaczynał skromnie w 1980 r. Od tamtej pory mnóstwo jego prac powędrowało do ludzi, ale te najbardziej bliskie sercu zdobią mieszkanie w bloku przy ul. W. Jagiełły.

Zaczynał w korze

– Pamiętam swoje początki – wspomina. – Niewiele umiałem, choć bardzo mnie korciło, aby spróbować. Korzystałem więc z miękkiej kory do tworzenia masek i różnych dziwnych wizerunków. Podpowiedzi udzielał mi bardziej doświadczony kolega Krzysztof Rychliński. Sam musiałem jednak dojść do tego, które drewno nadaje się do obróbki ręcznej, jakie narzędzia są to tego najbardziej sposobne i jak to czynić, aby nie wywoływać zbytniego hałasu i nie denerwować sąsiadów.

Zbigniew Chalimoniuk ze swoimi rzeźbami

Przez długie lata nie miał pracowni i korzystał z niewielkiej kuchni, do której wchodził, kiedy opuszczała ją żona. Mógł liczyć na jej zrozumienie, a czasem zdrowy doping. Teraz, w nowym miejscu zamieszkania, urządził sobie pracownię w piwnicy, ale nadal często rzeźbi w kuchni. Gumowy młotek używany do stukania w dłuto nie wywołuje już większego hałasu.

Pan Zbigniew nie narzeka na brak weny twórczej. Zima jest okresem szczególnie sprzyjającym rzeźbieniu, bo długie wieczory najlepiej wypełniać pracą, która sprawia przyjemność. Doskonale radzi sobie z różnymi gatunkami drewna (także wydobywanym z rzeki czarnym dębem), które jest wdzięcznym materiałem do obróbki. Trzeba tylko bliżej je poznać, wydobyć zeń jego duszę.

Rzeźba, obojętnie jakich rozmiarów, nie jest wyłącznie tworem wyobraźni i sprawnych dłoni. To także forma wyrażania siebie, oddawania w drewnie własnej osobowości. Każda figurka nosi więc w sobie piętno twórcy. Stanowi efekt jego odczuć i zmagań z tworzywem.

Cały artykuł w papierowym i cyfrowym wydaniu Podlasiaka nr 24

Istvan Grabowski

Dodaj komentarz

Komentarze

    Brak komentarzy

Zobacz także: