Zapachy świata

Zapachy świata

Na co dzień nie zastanawiamy się, jak działa zmysł węchu, jednak niejednokrotnie odkrywamy, że jakiś zapach przywołuje w naszej pamięci obrazy, o których dawno zapomnieliśmy. Dla Jolanty Dymowskiej poszukiwanie zapachów to nie tylko powrót do krainy dzieciństwa, ale też możliwość poznania siebie i zrozumienia świata.

Podobno zapach jest tym, co w nas najbardziej pierwotne. Za pośrednictwem węchu zwierzęta rozpoznają swój strach czy podniecenie. Ludzie w wyniku ewolucji, rozwoju kultury, cywilizacji uśpili to, co było w nich naturalne. Mimo to ten pierwotny, najsilniejszy zmysł ostrzegawczy wciąż w nas tkwi. Pewne rzeczy pachną nam w taki sposób, który wywołuje w nas poczucie bezpieczeństwa, spokoju. Zapach innych rzeczy, wywołując w nas odrazę, może nas tym samym ochronić przed niebezpieczeństwem.

Musimy też pamiętać, że zapach, który u jednych wywołuje same miłe wspomnienia, dla innych może być nieprzyjemny. Można powiedzieć, że nad zapachem nie mamy do końca władzy, chociaż już w starożytności próbowano zamykać wonie w pojemnikach, tworzyć kompozycje zapachowe do okadzania ołtarzy, potęgowania doznań estetycznych, podnoszenia swojej atrakcyjności, a nawet zdobywania władzy nad innymi. Do dziś mistrzowie perfumiarstwa w swoich, niemalże alchemicznych, pracowniach próbują stworzyć zapach idealny. Artystka z Rossosza, Jolanta Dymowska, też szuka sposobu, by stworzyć perfumy idealne dla niej samej.

Zapach świeżego siana

Jolanta Dymowska jest nauczycielką plastyki i artystką. Maluje obrazy, fotografuje, tworzy kompozycje przestrzenne z lnianych sznurków, ale jej największą pasją jest poszukiwanie zapachów. – Jeśli jest się nadwrażliwcem, to wciąż szuka się mediów, dzięki którym będzie można pokazać, jak postrzega się świat – tłumaczy.

Dla Jolanty wszystkie jej działania artystyczne są ważne, jednak to zapach jest czymś, co wzbudza w niej największe emocje. Świadomość zapachu towarzyszyła jej już w dzieciństwie. – Kiedy jako dziecko bawiłam się w chowanki, często kryłam się w stuletniej stodole. Zapach tego nagrzanego drewna dawał mi poczucie bezpieczeństwa i pewność, że jestem częścią tego wszystkiego – wspomina.

Wychowała się na wsi, otoczona zapachem tataraku, ogrodu babci pełnego przeróżnych kwiatów, wonią liści łopianu nagrzanych słońcem i traw koszonych podczas sianokosów. To właśnie zapach świeżego siana jest czymś, co chciałaby kiedyś odtworzyć we własnych perfumach.

Pamięć zapachowa

To niesamowite, że dzięki jakiejś kompozycji zapachowej przenosimy się nagle do konkretnego miejsca, sytuacji, o której dawno zapomnieliśmy, i wywołuje to w nas niezwykle silne emocje – mówi

Jolanta jest zafascynowana światem wonności. Poprzez przeróżne substancje zapachowe kolekcjonuje piękne doznania olfaktoryczne (węchowe). Dużo czyta na temat zapachów i tego, jak oddziaływają na człowieka. Według niej to swoiste perpetuum mobile. – To jest niesamowite, że dzięki jakiejś kompozycji zapachowej przenosimy się nagle do konkretnego miejsca, sytuacji, o której dawno zapomnieliśmy, i wywołuje to w nas niezwykle silne emocje – mówi.

Pierwszy raz myśl, by stworzyć swoją własną mieszkankę, która wywoła w kobiecie tak silne, pozytywne emocje, pojawiła się już w szkole podstawowej, kiedy w audycji radiowej usłyszała, że we Francji powstała firma produkująca zapachy personalne. Już wtedy wiedziała, że jeśli pojawi się taka możliwość, stworzy swój zapach. Jej przygoda z zapachami tak na dobre zaczęła się wiele lat później. – Podczas mszy Bożego Ciała ksiądz użył takiego kadzidła, które przeniosło mnie w czasy dzieciństwa. Ten zapach po prostu wbił mnie w ziemię.

Przygoda z żywicami i perfumami

Dymowska rozpoczęła intensywne poszukiwania mieszkanek kadzideł. W internecie czytała o żywicach naturalnych, zaczęła też w nie inwestować. W domku na drzewie, które jej mąż zrobił dzieciom, stworzyła swoje sanktuarium, w którym paliła żywice z różnych stron świata. – To było piękne doświadczenie. Poznałam zapach mirry, olibanum, elemi, damary. Nie każdy wie, że żywice mają rożne oddziaływanie – opowiada Jolanta. Wszystko testowała na sobie i domownikach. – Po prostu maltretowałam domowników, okadzając dom kadzidłami – śmieje się. – Woziłam je na spotkania z przyjaciółmi, plenery artystyczne.

W tym czasie zaczęła też zabawę w poszukiwanie zapachu, który kiedyś jej się przyśnił. – Sen był tak intensywny, że zapamiętałam i zapach, i kształt butelki, który później narysowałam. Tych perfum ze snu szukałam w warszawskich perfumeriach. W zabawę włączyli się moi przyjaciele, którzy po raz pierwszy zabrali mnie do niszowych perfumerii. To było jak olśnienie – wspomina. – Tam pojawiły się zapachy, które nie mają nic wspólnego z perfumami, jakie znamy.

W jednym z takich miejsc artystka mogła sama stworzyć swój zapach, co w efekcie okazało się bardzo trudne. – Nie wystarczy wiedzieć, jakie składniki chcemy. Trzeba też znać proporcje, żeby uzyskać pożądany efekt – przekonuje.

Spełnianie marzeń

– Wierzę, że jeśli bardzo się czegoś chce, to w końcu to się wydarzy. Nawet jeśli długo będziemy musieli na to czekać – uważa Jolanta. Od lat należy do grup perfumiarskich, poznaje zapachy najlepszych perfum świata, historię ich powstania. Urzekł ją dziewiętnastowieczny perfumiarz Aime Guerlain. To on wywołał rewolucję w świecie perfumiarstwa i stworzył niezwykły zapach impresjonizmu. – Fascynuje mnie historia sztuki, bo to historia ludzkiej myśli. Miałam szczęście oglądać obrazy mistrzów w oryginale, poznać klimat Paryża, mekki artystów, przed zmierzchem. Teraz, gdy jestem w domu, mogę otworzyć buteleczkę perfum Guerlaine’a L’heure bleue i natychmiast wracam do tych miejsc i tych nastrojów. Taki był zamysł twórcy tych perfum, i wszystko to razem tworzy pełną opowieść, niezwykłą historię.

Od jakiegoś czasu próbuje opowiadać własne historie, chociaż twierdzi, że nie ma w sobie jeszcze takiej odwagi, by stworzyć te idealne perfumy. – Właściwie wciąż jestem na początku drogi. Odkrywam olejki zapachowe, kompozycje perfum, ale tak naprawdę to dopiero wstęp. Tworzenie perfum to kunszt, a butelka perfum to dzieło sztuki – wyjaśnia Jolanta. Stworzyła kilka mieszanek perfumowych, własnych olejków. Po to, by powstała esencja jakiegoś zapachu, zbiera tony płatków kwiatów. Dzięki ich powolnej maceracji powstają olejki na użytek domowy. – Używam ich na przykład do płukania prania. Efekt jest naprawdę wspaniały.

Świadomość zapachu

Dymowska ma potrzebę dzielenia się swoją wiedzą. Uważa, że ludzie często nie zwracają uwagi na to, w jakich okolicznościach, jak i jakich perfum używać. A przecież perfumy dużo mówią o człowieku, określają osobowość, pokazują stosunek człowieka do świata. – Francuzki uważają, że perfumy to potężna broń, i tak jest. One doskonale wiedzą, jakich perfum użyć na randkę, a jakich idąc na rozmowę o pracę – opowiada.

Według Jolanty największym problemem jest nie tylko dobór perfum i ilość, jaką na siebie pryskamy. Należy też pamiętać o porach roku. Są zapachy, które idealnie nadają się na lato, ale zupełnie nie pasują zimową porą. Dymowska marzy o prowadzeniu warsztatów, które byłyby jak dziecięce poszukiwania własnego zapachu. – Zanim człowiek wybierze idealny zapach dla siebie, musi mieć świadomość tego, co naprawdę mu się podoba. Takiemu poznaniu służą bodźce zapachowe – tłumaczy. Utworzyła ich konkretne grupy. Są w nich zapachy roślinne, mineralne, bardzo intensywne, naturalne wonie. Wybór danej grupy zapachowej jest podstawą do dalszej pracy, którą jest łączenie olejków i tworzenie własnych nut zapachowych.

Według kobiety takie warsztaty mogą być dla człowieka doskonałą terapią, odkryciem samego siebie, czymś, co może nas zaskoczyć. – Poznawanie zapachów dużo wyjaśnia człowiekowi o nim samym, o tym, co tak naprawdę lubi, a czego powinien unikać – wyznaje artystka. Przez wszystkie swoje działania zaprasza do poznawania siebie i świata, próbuje namawiać ludzi, by czasem spojrzeli na siebie z innej strony. – Chciałabym zarazić innych moją fascynacją zapachami i pokazać, jak ważna i przydatna jest to wiedza. Zapachy mają duży wpływ na organizm człowieka i mogą zmienić samopoczucie na lepsze. Dla mnie zapachy to takie powroty do chwil, w których działy się najważniejsze w moim życiu sprawy. To furtki do ogrodów – mówi.

Dymowska marzy, by ludzie po spotkaniu z jej światem olfaktorycznym wracali do domu bogatsi w wiedzę o samych sobie.

 

Edyta Tyszkiewicz

Komentarze

    Brak komentarzy

Zobacz także: