O co ta walka? Czy na pewno o szpital?

O co ta walka? Czy na pewno o szpital?

Nie cichnie awantura związana z planami zamknięcia oddziałów położniczo-ginekologicznych szpitala w Międzyrzecu Podlaskim. Tymczasem oddział położniczy przynosi rocznie aż 1,5 mln zł straty, co w budżecie placówki stanowi potężny wyłom. Sam rząd zaleca zamykanie oddziałów, gdzie odbywa się mniej niż 400 porodów w ciągu roku. Idą za tym zasadnicze różnice finansowania oddziałów o wysokich standardach bezpieczeństwa i komfortu pacjentek oraz oddziałów podstawowych, gdzie rodzi się poniżej 400 dzieci w roku. Podniesiono standardy wymagań co do personelu i jakości procedur medycznych.

Sprawa kotłuje się od kilku tygodni. Hasło „Ratujmy porodówkę” wypisali sobie na sztandarach co niektórzy politycy – krzyczący zapewne tym głośniej, że za kilka miesięcy mamy wybory parlamentarne – a za nimi i samorządowcy. Bierze się w obronę kobiety, choć te zdają się tej obrony nie potrzebować, skoro mając do dyspozycji szpital w Międzyrzecu, od lat z własnej woli jadą rodzić do Białej Podlaskiej czy Łukowa. Choć to trochę dalej.

W wypowiedziach obrońców przebija też patriotyzm lokalny. No bo ginekologia i położnictwo były w Międzyrzecu od zawsze, więc jak można teraz je zamykać!

– Też chciałbym się kierować patriotyzmem lokalnym i oddziały utrzymać. Tylko że ja odpowiadam za finanse całego szpitala i za bezpieczeństwo pacjentów – mówi dyrektor SPZOZ w Międzyrzecu Podlaskim Wiesław Zaniewicz. – Roczny budżet placówki to około 20 mln zł. Ubiegły rok zamknęliśmy stratą ponad 1,5 mln zł. To dokładnie tyle, ile generuje pion położniczo-ginekologiczny. Jeżeli nie podejmiemy zdecydowanych działań naprawczych, ten rok przyniesie kolejne 1,5 mln zł straty. Na co mamy czekać? Aż zrujnujemy zupełnie finanse i staniemy przed wizją likwidacji całego szpitala?

Niektóre samorządy zadeklarowały wstępnie jednorazowe wsparcie dla placówki po około 100 tys. zł. – Ale samorządy nie mogą przekazać pieniędzy na bieżącą działalność szpitala. Mogą co najwyżej kupić jakiś sprzęt. Tylko co mi z tego sprzętu, skoro oddział będzie przynosił takie same straty. Taka pomoc w niczym mnie nie ratuje. To tak, jakbym dostał samochód w prezencie, a nie miał na paliwo do niego – tłumaczy dyrektor.

Zwrócił się do burmistrza Międzyrzeca Podlaskiego z pytaniem, czy przeznaczy obiecywane publicznie pieniądze na wspomożenie szpitala. – W odpowiedzi pan burmistrz nie podał żadnych konkretów, zapytał natomiast, jakie środki na szpital przeznaczyły inne gminy z terenu powiatu bialskiego, i poinformował, że decyzję dotyczącą formy i wysokości ewentualnego wsparcia miasto podejmie pod warunkiem wykreślenia z programu naprawczego szpitala planów likwidacji pionu ginekologiczno-położniczego. Czyli pan burmistrz żąda wykreślenia tej kwestii bez jakichkolwiek gwarancji wsparcia – wyjaśnia szef SPZOZ. – Żeby było jasne, grozi to odpowiedzialnością za niegospodarność dla mnie i dla powiatu, nie dla pana burmistrza. Poza tym, oferowane pieniądze są jedynie symboliczną rekompensatą strat, jakie trwale generuje pion ginekologiczno-położniczy. To jedynie – „ewentualne” – działania doraźne. To nie jest ani wspieranie szpitala, ani mieszkańców miasta. Proszę burmistrza przynajmniej o informacyjne i opiniotwórcze wspieranie racjonalnych, zgodnych z potrzebami mieszkańców działań dotyczących rozwoju szpitala. Bo dotychczasowe działania pana burmistrza wzmacniają natomiast osoby, które jedynie potrafią straszyć mieszkańców, a nas obrażać i rzucać oszczerstwa.

W 2017 roku, a więc przez obecny rząd PiS, opracowana została aktualna wersja „Mapy potrzeb zdrowotnych w zakresie ciąży, porodu i połogu oraz opieki nad noworodkiem dla województwa lubelskiego”. Wynika z niej, że do 2020 r. powinny zostać zamknięte… 94(!) oddziały ginekologiczno-położnicze w Polsce.

Cały artykuł w papierowym i cyfrowym wydaniu tygodnika Podlasiak nr 12 od 19 marca

Jacek Korwin

Dodaj komentarz

Komentarze

    Brak komentarzy

Zobacz także: