Mam szczęście do ludzi [WYWIAD]

Mam szczęście do ludzi [WYWIAD]

Z Leszkiem Horegladem, laureatem Nagrody Biznesowej BPIG za 2018 rok w kategorii „Przedsiębiorca roku”, rozmawia Roman Laszuk.

Czuje się pan człowiekiem spełnionym?

– Cieszę się, że pracując przez 47 lat w jednej firmie, coś w niej stworzyłem. Aktualnie na stałe zatrudnia ona ponad 260 pracowników, a w sezonie nawet do 400. Na pewno jesteśmy jednym z największych pracodawców na obszarze wokół Białej Podlaskiej. Mamy tylko jeden kłopot. Otóż wszystko, co robimy, musimy przez kilka miesięcy kredytować i dopiero na koniec roku wpływają do nas pieniądze. Na szczęście, mamy dobrą markę oraz zabezpieczenia, i banki udzielają nam kredytów. Nie ukrywam, że 2018 rok wypadł finansowo bardzo dobrze, na czym skorzystało również państwo, otrzymując godziwy podatek.

Jednak przy odbieraniu statuetki Nagrody Biznesowej BPIG nie ukrywał pan zaskoczenia…

– Bo spotykając się od wielu lat w Bialskopodlaskiej Izbie Gospodarczej ze znakomitymi innymi przedsiębiorcami, i starszymi, i młodszymi, z których porad i wsparcia zawsze korzystałem, gdyż nie mam mądrości na wiedzę, nigdy nie pomyślałem, że mogę zostać laureatem. Bardzo dużo zawdzięczam prezesowi BPIG Eugeniuszowi Izdebskiemu, który w odpowiednim czasie ukierunkował mnie na nowe działania. To dzięki niemu oraz Ryszardowi Kamińskiemu wybudowałem na 12 hektarach świetnie działający terminal Aleksandra w Małaszewiczach, będący moim oczkiem w głowie, który tak zmodernizowaliśmy, że przed zagranicznymi kontrahentami nie mamy się czego wstydzić.

Co na nim głównie przeładowujecie?

– Obecnie dominuje sól drogowa, nawozy, węgiel i gaz. Przeładowujemy je do wagonów lub samochodów i wysyłamy dalej nie tylko w Polskę, ale też na Słowację czy Węgry. W przypadku gazu dostosowaliśmy technologię przeładunku do wymogów straży pożarnej czy ochrony środowiska, co kosztowało nas 6 mln zł, dzięki czemu nasz terminal gazowy jest jednym z najnowocześniejszych na ścianie wschodniej.

W marcu 1989 r., a więc w roku początku transformacji ustrojowej w Polsce, był pan jednym z pierwszych przedsiębiorców w kraju, który założył spółkę zajmującą się projektowaniem i budową dróg. Start był zapewne trudny…

– Pomogła mi wizyta w Białej Podlaskiej słynnego wówczas ministra przemysłu Mieczysława Wilczka, który w rządzie Mieczysława Rakowskiego rozpoczął zmiany prawne mające na celu wprowadzenie gospodarki wolnorynkowej. Spotkałem się z nim, porozmawiałem i zaufał mi na tyle, że to moja spółka Trasa budowała w Małaszewiczach zakłady mięsne. Dochodziło do sytuacji, że swoim fiatem 125p z przyczepką woziłem cement, drzwi czy okna, a gdy pan Wilczek przyjeżdżał, to zdejmowałem buty gumowe i roboczy strój robotnika, zakładałem białą koszulę, garnitur oraz pantofle, i szedłem na naradę. Tak zaczynałem równo trzydzieści lat temu.

Pierwsze lata transformacji, wskutek inflacji i wysoko oprocentowanych kredytów, były niezwykle trudne dla przedsiębiorców. Jak udało się panu przetrwać?

– Na jednym z pierwszych spotkań pan Wilczek zapytał mnie, ile chcę zaliczki, ale to i to musi być zrobione. Gdy podałem wyliczoną kwotę, przekazał mi ją, przez co nie musiałem iść do banku, tylko co miesiąc z niej się rozliczałem. Później bardzo dobrze współpracowało mi się z nowym burmistrzem Terespola Krzysztofem Iwaniukiem, człowiekiem o niezwykle otwartym na tamte czasy, i do dziś, umyśle. Dzięki temu zrealizowałem wtedy wiele robót drogowych dla miasta i gminy.

Co stanowiło dla pana największe w ubiegłym roku wyzwanie?

– Największe to wspomniana wcześniej modernizacja terminalu gazowego w Małaszewiczach. Kontynuowaliśmy też modernizację czternastokilometrowego odcinka drogi do Rokitna. Tę wartą 17 mln zł inwestycję chcemy skończyć do końca października tego roku.

Cały wywiad dostępny w papierowym i cyfrowym wydaniu tygodnika "Podlasiak" nr 27 od 2 lipca

Dodaj komentarz

Komentarze

    Brak komentarzy

Zobacz także: