Handlowcy nie naruszyli prawa w niedziele

Handlowcy nie naruszyli prawa w niedziele

W marcu weszła w życie ustawa zakazująca handlu w niektóre niedziele. W efekcie już dwa razy w tym miesiącu klienci nie mogli tego dnia zrobić zakupów. Postanowiliśmy sprawdzić, czy nie dochodziło do nadużyć w tym zakresie i jak do zakazu podeszli właściciele małych i większych sklepów.

Przygotowania do niedziel wolnych od handlu wielkie sieci handlowe rozpoczęły już kilka dni przed wprowadzeniem zakazu. W jednej z siedzi z głośników płynęła informacja o wydłużeniu godzin pracy w piątki i soboty oraz o otwarciu większej liczby kas w godzinach szczytu. Nawet na paragonach, które klienci dostawali przy zakupach, umieszczona została informacja z przekazem "Jesteśmy gotowi! W każdy piątek i sobotę: wszystkie kasy otwarte w godzinach szczytu, bogata oferta produktów, sklepy otwarte minimum godzinę dłużej".

Tyle z przygotowań. A jak wyglądało wszystko w praktyce? Czy sklepy w Białej Podlaskiej rzeczywiście zastosowały się do zakazu i w niedzielę zamknęły swoje drzwi? Zapytaliśmy o to Iwonę Sawicką, zastępcę dyrektora okręgowego inspektora pracy Państwowej Inspekcji Pracy w Lublinie. W pierwszą wolną od handlu niedzielę, czyli 11 marca, nie było niepokojących zgłoszeń z terenu Białej Podlaskiej. Za to zadzwonił ktoś, zgłaszając otwarcie sklepu przy stacji paliw w Radzyniu Podlaskim. A to było dopuszczalne. – 25 inspektorów w województwie lubelskim skontrolowało 160 placówek. W Białej Podlaskiej skontrolowano 28 otwartych w niedzielę placówek – informuje Sawicka. Łącznie w dwie minione niedziele wolne od handlu w Białej i powiecie bialskim skontrolowano 77 punktów i nie odnotowano naruszeń prawa. – Nie były to kontrole na wniosek mieszkańców, po otrzymaniu sygnału na numer alarmowy, tylko rutynowe kontrole – dodaje Sawicka.

Rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Białej Podlaskiej również podkreśla, że funkcjonariuszom zarówno w pierwszą, jak i w drugą wolną od handlu niedzielę nikt nie zgłaszał żadnych naruszeń.

Poseł Żmijan: To szkodliwy pomysł

W myśl ustawy zakupy można robić jedynie w dwie niedziele w miesiącu. Nie brakuje przeciwników tych rozwiązań, chociażby wśród posłów z naszego regionu. Stanisław Żmijan (PO) uważa, że to wielka krzywda dla mieszkańców. – To niemądry, zły i szkodliwy pomysł. Politycy nie powinni organizować życia i czasu wolnego rodzinom. Każdy powinien mieć swobodny wybór i robić to, na to ma ochotę w każdym dniu tygodnia, w tym robienia zakupów. Po drugie, dla nas, na Lubelszczyźnie, a tak naprawdę we wszystkich regionach przygranicznych, obroty w soboty i niedziele są kilkakrotnie wyższe niż w inne dni tygodnia. W ten sposób region traci wpływy do samorządów. To się przekłada na dochody samych mieszkańców – uważa międzyrzecki poseł.

Podkreśla także, że to samorząd powinien decydować o tym, czy i w jakim zakresie ograniczyć handel. A w związku z tym, że zostało to narzucone, dochodziło do licznego omijania tego zakazu. Poseł przypomina też, że na 27 państw Unii Europejskiej, w 19 można zrobić zakupy. Z kolei inny parlamentarzysta, Adam Abramowicz (PiS), podaje przykład Niemiec, gdzie zakaz handlu jest jeszcze bardziej restrykcyjny niż w Polsce i nie zawaliła się przez to gospodarka.

Dzień dla rodzin

– Idea wprowadzenia niedziel wolnych od handlu była taka, aby ludzie pracujący w sklepach mogli być chociaż jeden dzień z rodzinami w domu. Pracownicy niehandlowi mają dwa dni wolne, soboty i niedziele. Taki dzień były potrzebny, ludzie o to apelowali. Pod projektem ustawy podpisało się ponad pół miliona osób. Z tego, co wiem, odbiór jest pozytywny, rozmawiałam ze sprzedawczyniami w sklepach i wiem, że są zadowolone, a zwykli konsumenci myślę, że się przyzwyczają – podkreśla poseł PiS. W rozmowie z "Podlasiakiem" zauważa, że mieszkańcom nie dzieje się krzywda. Jeśli ktoś musi zrobić zakupy, to ma taką możliwość, bo podobnie jak w święta, tak teraz w niedziele wolne od handlu, za ladą stanąć może przecież właściciel lub ktoś z jego rodziny.

Taka sytuacja miała miejsce w sklepie spożywczo-przemysłowym Omega przy ul. Słowackiego. W niedzielę, kiedy reszta sklepów jest zamknięta, właściciel pracował, a pomagała mu córka. – Pracy było dużo. W niedziele czynne mamy w godzinach 10-22 i rzeczywiście już przed godziną 10 czekali pierwsi klienci, ostatni natomiast wyszli o godzinie 22. Przekrój pełen, od młodych ludzi, przez studentów, aż po starszych – mówi Iga Mikołajuk. Co kupowali? Nie zawsze były to produkty pierwszej potrzeby. – Chleb, masło, pomidory, piwo, jajka, a nawet drożdże. Okazuje się, że ludzie pieką ciasta w niedziele – stwierdza. Usłyszeliśmy również, że wśród klientów byli nie tylko stali klienci, ale i nowi, którzy dowiedzieli się, że w tym miejscu można zrobić zakupy mimo zakazu. – Nasz sklep jest nieczynny tylko dwa dni w roku, w Wielkanoc i Wigilię – wylicza.

Nie handlowali w niedziele przed zmianami

Z kolei w sieci PSS Społem, jeszcze przed wprowadzeniem zakazu handlu w niedziele, nie praktykowane było otwieranie sklepów w tym dniu. Była możliwość zrobienia zakupów w tzw. handlowe niedziele (poprzedzające takie święta jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc), ale w pozostałe drzwi są zamknięte. Czy firma traci na zamykaniu sklepów w niedziele? – Po wprowadzeniu niedziel wolnych od handlu mamy wyższe obroty w piątki, soboty i poniedziałki. Jestem za tym, aby w niedziele sklepy były zamknięte. Sam kiedyś pracowałem w niedziele jako młodzieniec. Wiem, że w tym czasie odbywa się wiele wydarzeń kulturalnych, sportowych i towarzyskich. Osoby pracujące nie mogą w tym uczestniczyć – mówi Eugeniusz Mazur, prezes PSS Społem. Uważa, że zakaz powinien obowiązywać wszystkich i wtedy byłoby sprawiedliwie. Teraz jest bowiem sporo wyjątków.

Jakich? Iwona Sawicka z lubelskiej PIP wylicza, że możliwość handlu dopuszczalna jest na stacjach paliw płynnych, punktach, gdzie przeważa sprzedaż kwiatów czy pamiątek, w aptekach oraz w placówkach pocztowych. – Do tego dochodzą sklepy, w których za ladą stoi właściciel – dodaje.

Dodaj komentarz

Komentarze

    Brak komentarzy

Zobacz także: